wtorek, 27 maja 2014

Teść też RAZ ugotować potrafił....



Otwieram lodówkę...patrzę i patrzę...i 
WRACA MI PAMIĘĆ...!!!

I znów się przenosimy na Sycylię. Pod Syrakuzy.Teściu będzie grał pierwsze skrzypce. Jak wiadomo, a może i nie, starej daty panowie, czyli teście wszelakie i ojce..na Sycylii nie gotują. To MA robić kobieta i to bez dyskusji. Są typki bardziej lub mniej wybredne, ale większość raczej zjada wszystko umęczona upałami... by potem poczłapać na słynną sjestę i dać kobiecie święty spokój. Mój śp. Teść był typem dość skomplikowanym, gdyż był..typowym Sycylijczykiem. Niech mu ziemia lekką będzie. Miałam do niego szczególną sympatię z kilku powodów. Był twardy i nieugięty jak głaz, ale miał też swoje zdanie, potrafił go bronić ,nawet do zawału serca ... Kochał jeść, na szczęście prosto i nie był wybredny. Ale pragnę napisać, że Teściu nie potrafił ugotować NIC. Nawet wody na makaron. Dla niego to była czarna magia... Mógł nie zjeść nawet przez cały dzień, co graniczy z cudem, gdyż Sycylijczyk raz dziennie MUSI mieć makaron. Nawet z oliwą i parmezanem ale MUSI i cześć. Nam w Polsce trudno jest to ogarnać ,ale ja mialam do czynienia z tym ponad 10 lat... Pasta czyli makaron musi być i basta!
I pewnego pięknego dnia stało się! Mieszkałam wtedy w Augusta, to od Avoli jakieś 52 km. Ale doszły mnie i tam wtedy słuchy , co to teść wykombinował. Teściowa leżala sobie spokojnie w szpitalu w Auguście, na oddziale ortopedycznym, i to była jedyna możliwość aby sobie po prostu odpoczęła.
Leżała już 2 dni, a teść jadł, salami, szynki, chleb, oliwki, sery, wino. Aż porządnie zatęsknił za makaronem. Akurat nikogo nie było z rodziny , kto by mógł mu przynieść ten makaron. Nawet jakby był to..by się nie odważył...bo teściu litości nie potrzebował.
Wykobinował raz w życiu, tylko ten jedyny raz... i nie powiem, dobrze to sobie obmyślił, bo użył po prostu nadstanu rzeczy, które znalazł w lodówce, bo był typem człowieka, który nie lubił jak się jedzenie marnuje, czy się wyrzuca, za ciężko zarobione pieniądze.


Co znalazł wtedy w lodówce?
Kilka rzeczy, które i my możemy czasem znalezć i nie mamy pojęcia co z tego sklecić. Spróbowałam odtworzyć jego przygodę z gotowaniem. I wierzcie mi... smakowało dokładnie tak jak kilka lat temu, kiedy byliśmy wszyscy razem siedzący przy stole, pijący wino, drący się na siebie i machający zamaszyście rękoma...

Oto danie teścia. Co będzie potrzebne?



  • ugotowane ziemniaki z dnia poprzedniego
  • pomidory z puszki już pokrojone , nie całe ..Teściu nie wiedziałby co zrobić z całymi
  • pieczarki- to ja je dodałam, gdyż uduszone z cebulką na maśle, w lodówce, w pojemniczku próżniowym znalazłam
  • świeża bazylia, tam każdy ją ma i używa na bukiety, do wszystkiego
  • oliwa z oliwek ..teść miał swoją własną, robioną od podstaw
  • i teraz najważniejsze MAKARON.. Ja otworzyłam szafkę u siebie i znalazłam trochę fusilli MALMA i trochę penne MALMA. Tak jednych jak i drugich nie można było użyć samodzielnie , gdyż ich było za mało i tak sobie czekały. Aż mi pamięć wróci ..do tego co zrobił teść.
  • Masło
  • koperek, seler naciowy,kawałek czerwonej papryki
  • parmezan lub grana padano . A znając teścia dodałby i pecorino, co nie jest błędem, gdyż pecorino...ach..kto jadł wie o co chodzi...A kto nie jadł, spróbować musi. To półtwardy ser owczy.

I tyle , cała filozofia.

Smażymy na maśle nasze ziemniaki z dni poprzednich. Międzyczasie wylewamy z puszki nasze pomidory do garnka , dodajemy sól, oliwę z oliwek, liście bazylii , im więcej tym lepiej..., ząbek czosnku, pieczarki z dni poprzednich, już wcześniej duszone na maśle... 




Gotujemy wodę na makarony. Solimy ją i wrzucamy obydwa , fusilli i penne od MALMA ..gotujemy al dente. Al dente to jest w dosłownym tłumaczeniu -na ząb- i używa się tego stwierdzenia do prawidłowo ugotowanego makaronu, który powienin być miekki i jędrny, aczkolwiek stawiać lekki opór przy gryzieniu. Acha, wtedy kiedy po rozgryzieniu makaronu, w jego przekroju znajdzie się biała , surowa wielkości łebka od szpilki kropeczka...to wtedy jest al dente. Ale ja tam się nie bawię w takie analizy i al dente zawsze mi wychodzi. Bo to od makaronu zależy czy będzie al dente czy nie. A MALMA wie co robi i z czego robi..a ja wiem dlaczego ten właśnie makaron jest ECCELLENTE..e basta !

Odcedzamy nasze dwa makarony . Wrzucamy je na dużą patelnię, dodajemy wcześniej podsmażone ziemniaki i poddajemy lekkiej obróbce termicznej, na maśle, dodajemy świeżego koperku i mieszamy potrząsając energicznie patelnią. 


Dodajemy już gotowy międzyczasie sos. Wykładamy wszystko na talerz. Lepiej na półmisek... Posypujemy świeżą bazylią, koperkiem, selerem naciowym i pokrojoną w kosteczkę czerwona papryką.



 Do tego oczywiście starty ser. Wino...tak wino musi być...bo gdy wraca się do wspomnień to ono właśnie, pomaga nam strawić ból po stracie tych...których już nie ma, a którzy wracają czasem zupełnie niespodziewanie...np. przy zwykłym otwarciu lodówki.


Spróbujcie kiedyś wykorzystać coś co Wam zostało z dni poprzednich... tak jak wtedy , kilka lat temu, zrobił to mój teść. On to zrobił z potrzeby..a wyszło bardzo dobre. Jadłam. Pochwaliłam i za to mu wtedy placka z jabłkami upiekłam.




Smacznego !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz, każdą radę, sugestię... Zostaw po sobie ślad, będzie mi bardzo miło !